Czy ten kamień jest prawdziwy?

Ludzie od zawsze kopiowali i fałszowali kamienie. Proceder ten już został opisany 3000 lat p.n.e. pismem klinowym na glinianych tabliczkach starożytnego Sumeru. Podrabianie kamieni po prostu zawsze było opłacalne, a ryzyko wpadki minimalne. Do przełomu XVIII i XIX wieku, czyli do czasu powstania nowoczesnej mineralogii, każdy czerwony kamień był rubinem, a niebieski szafirem.

Teraz, gdy mamy dodatkowo nowoczesną gemmologię, czyli naukę o kamieniach stosowanych w jubilerstwie i zdobnictwie, nie jest wcale lepiej. Fakt, że zdecydowana większość ludzi rozróżnia minerały jedynie na podstawie ich barwy wykorzystywany jest bezwzględnie przez wszelkiego rodzaju naciągaczy i fałszerzy kryjących się nierzadko pod szyldem nobliwych firm z międzynarodową renomą.

Najszerszą grupę podrabianych minerałów stanowią kamienie przezroczyste, które łatwo zastąpić barwionym szkłem. Są to przede wszystkim kamienie szlachetne, takie jak diament, rubin, szafir, beryl, opal, topaz, cyrkon oraz kamienie półszlachetne reprezentowane przez kryształ górski i jego barwne odmiany: ametyst, kwarc różowy, cytryn oraz minerały grupy chalcedonu z agatem, karneolem i onyksem na czele.

Do listy powszechnie fałszowanych kamieni należą te, które są popularne w szerszym kręgu potencjalnych odbiorców lub znane są ze swych właściwości ezoterycznych. W grupie tej wyliczyć należy oliwiny, turkusy, lapis lazuli i malachit. Na szczególną uwagę zasługuje tu jadeit, który z reguły zastępowany jest przez różne odmiany serpentynitów.

Dodać należy, że o wiele częstszym zjawiskiem od podrabiania kamieni jest „poprawianie” ich urody. Procederem tym objęta jest znaczna część, o ile nie większość sprzedawanych kamieni. Nie stanowi to większego problemu do czasu, gdy takie udoskonalenie nie zmieni całkowicie wyglądu kamienia. „Poprawianie” kamieni było już znane w starożytnym Egipcie, a zostało opisane w Papirusach Tebańskich autorstwa Stanisława Stawickiego (1987). Natomiast w czasach rzymskich doprowadzono do perfekcji proces barwienia agatów i chalcedonów w celu otrzymania onyksu.

Nieuczciwi kupcy chętnie sprzedadzą nam nawet takie kamienie, które nie istnieją w środowisku naturalnym. Mowa tu o szczególnie popularnym w ubiegłym stuleciu piasku pustyni, nocy Kairu i mniej znanej zieleni Nilu. Każdy z tych, błędnie nazywanych kamieniami, sztucznych tworów jest szkłem z opiłkami miedzi lub żelaza. Takie kamienie po prostu nie występują w przyrodzie i są wyłącznie wytworem ludzkich rąk. Z resztą przyroda nie lubi zbytniej pstrokacizny, nawet takiej, którą ludzie oprawiają w złoto.

Są wreszcie minerały, co do których możemy być pewni, że są prawdziwe. To kamienie występujące powszechnie, których pozyskanie jest z pewnością tańsze, niż ich podrabiania czy fałszowanie. Należą do nich kolorowe chalcedony i jaspisy (np. heliotrop, mookait), fluoryty, obsydiany oraz barwne odmiany aragonitu i kalcytu.

Wymienić należy również minerały, których falsyfikacja jest trudna lub niemożliwa. Są to np. skalenia wykazujące iryzację (labradoryt, kamień słoneczny i księżycowy), kwarce wykazujące efekt kociego oka (tygrysie, bawole i sokole oko) oraz minerały zawierające charakterystyczne inkluzje (np. kwarc z rutylem, turmalinem lub chiastolit).

Na koniec należy zwrócić uwagę na kwestię nazewnictwa kamieni. Otóż okazuje się, że można podrabiać same nazwy kamieni, bez dokonywania jakichkolwiek fizycznych zmian samych okazów. Klasycznym przykładem jest jadeit – bardzo rzadka odmiana piroksenu. Mimo swojego rzadkiego występowania, można bez problemu kupić na rynku wyroby i biżuterię z jadeitu, płacąc niewygórowane ceny. Jak to jest możliwe? Odpowiedzią jest fakt, że w sprzedaży oferowane są różne odmiany łatwo dostępnego serpentynitu grające rolę jadeitu i sprzedawane pod nazwą jadeitu chińskiego.

Handlarze i firmy zajmujące się sprzedażą kamieni usankcjonowały tę oszukańczą praktykę pomnażającą ich zyski poprzez wprowadzenie tzw. nazw handlowych. Praktyka ta polega na nazywaniu kamieni przypominających droższe odpowiedniki dwuczłonową nazwą, składającą się z nazwy tego droższego kamienia z dodatkiem przymiotnika wskazującego na jego pochodzenie. Na rynku znajdziemy więc rubin czeski, który jest w rzeczywistości granatem lub onyks pakistański, który jest po prostu aragonitem. Przykłady można by mnożyć.

Oczywiście wszelkiego typu problemy i niejasności z rozpoznawaniem kamieni może rozwiązać lektura encyklopedii i leksykonów minerałów czy wreszcie wikipedia i ChatGPT. Nie wszystko tam będzie jednak jednoznaczne i proste dla statystycznego Kowalskiego, który nigdy nie otarł się o nauki o Ziemi. Z tego powodu w dalszych odsłonach niniejszego poradnika przedstawiam najprostsze metody rozpoznawania najpopularniejszych minerałów, korzystając ze swojego wieloletniego doświadczenia geologa.

Autor:

Data publikacji: